Autor : Marcin Powęska
2026-05-04 11:16
Odra wraca w sposób, który jeszcze kilka lat temu wydawał się niemożliwy. Nowe dane pokazują, że wirus znów krąży w USA - i robi to niemal bez przeszkód.
Gdy w 2000 r. ogłoszono eliminację odry w Stanach Zjednoczonych, był to jeden z największych sukcesów zdrowia publicznego. Nie chodziło o całkowite zniknięcie wirusa, lecz o przerwanie jego stałej transmisji w kraju. Aby tego pilnować, amerykańskie CDC stworzyło 7 precyzyjnych wskaźników, które miały działać jak system wczesnego ostrzegania.
Zespół z Boston Children's Hospital przeanalizował te same wskaźniki i doszedł do wniosku, że 4 z nich zostały już przekroczone, a pozostałe są poważnie zagrożone. Wyniki opublikowane w The Lancet sugerują coś więcej niż chwilowy wzrost zachorowań - wskazują na powrót trwałej transmisji wirusa.
Punktem zapalnym była seria ognisk, która rozpoczęła się w Teksasie w styczniu 2025 r. Od tego czasu wirus rozprzestrzenił się na 45 stanów. Co istotne, nie mamy już do czynienia z odizolowanymi incydentami. Odra utrzymuje się w obiegu populacyjnym nieprzerwanie od ponad roku.
Najbardziej podstawowy parametr dotyczy liczby przypadków. Aby utrzymać status eliminacji, nie może być ich więcej niż 1 na 10 mln mieszkańców. Na początku 2026 r. było to już ok. 93 przypadki na tę samą populację - niemal sto razy więcej niż dopuszczalny próg.
Drugim kryterium jest pochodzenie zakażeń. W modelu eliminacji większość przypadków powinna być "przywożona" z zagranicy. Tymczasem od początku 2025 r. jedynie 6-7 proc. infekcji miało takie źródło. Reszta to efekt transmisji wewnętrznej.
Kolejny wskaźnik dotyczy liczby i skali ognisk. Zamiast kilku niewielkich ognisk rocznie, w 2025 r. odnotowano ich aż 48, co przełożyło się na ponad 2000 przypadków. W pierwszych miesiącach 2026 r. pojawiło się już co najmniej 19 kolejnych ognisk, obejmujących ponad 1600 zakażeń.
Najbardziej niepokojący jest jednak wskaźnik transmisji. W idealnym scenariuszu jedna osoba zakaża średnio mniej niż jedną kolejną. Tymczasem od początku 2025 r. w ponad 75 proc. przypadków ten próg był przekraczany. To oznacza, że epidemia może się rozwijać.
Pozostałe 3 kryteria jeszcze formalnie nie zostały złamane, ale znajdują się w strefie ryzyka. Jedno z nich dotyczy zdolności do "wyzerowania" transmisji - czyli okresu co najmniej 4 tygodni, w którym wszystkie przypadki są importowane. Od stycznia 2025 r. taki moment nie nastąpił.
Drugim problemem jest odporność populacyjna. Aby skutecznie blokować transmisję odry, ok. 95 proc. społeczeństwa musi być zaszczepione dwiema dawkami szczepionki MMR. Tymczasem w roku szkolnym 2024-2025 poziom wyszczepienia wśród przedszkolaków w USA wyniósł ok. 92 proc. W niektórych regionach jest znacznie gorzej - w Teksasie spada nawet do 79 proc.
Trzecim sygnałem ostrzegawczym są dane genetyczne wirusa. W klasycznym scenariuszu eliminacji przypadki nie powinny być ze sobą powiązane jednym łańcuchem transmisji. Wstępne analizy wskazują jednak, że większość obecnych zakażeń ma wspólne pochodzenie, co sugeruje utrzymującą się, ciągłą transmisję.
W listopadzie 2026 r. eksperci Pan American Health Organization ponownie ocenią sytuację w USA. Jeśli obecne trendy się utrzymają, kraj może stracić status eliminacji odry - symboliczny, ale i praktyczny dowód skuteczności systemu szczepień. To scenariusz, który jeszcze niedawno wydawał się nieprawdopodobny.
W Polsce sytuacja na razie jest pod kontrolą, ale dane jasno pokazują, że margines bezpieczeństwa się kurczy. Poziom wyszczepienia przeciw odrze wynosi ok. 94 proc., czyli poniżej progu 95 proc. potrzebnego do utrzymania odporności populacyjnej. Jednocześnie co roku 5-10 proc. dzieci nie jest szczepionych, a kilka procent to efekt świadomej odmowy rodziców. To właśnie te "luki" są kluczowe - odra jest tak zakaźna, że w nieuodpornionej populacji może zarazić ponad 90 proc. osób mających kontakt z wirusem.
W Polsce liczba przypadków odry skoczyła z 36 w 2023 r. do ponad 240-270 w 2024 r., a w 2025 r. utrzymywała się na poziomie ok. 100-130 przypadków. To wciąż daleko od poziomów epidemicznych, ale trend jest czytelny: po latach względnego spokoju wirus wraca wraz ze spadkiem odporności populacyjnej. Eksperci podkreślają, że wystarczą 1-2 większe ogniska, by sytuacja szybko się pogorszyła.
Czytaj także:
Partnerzy serwisu