Autor : Magdalena Gajownik
2026-05-04 12:50
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda na antenie Radia Gdańsk zapowiedziała walkę o „odzyskiwanie wizyt” poprzez e-rejestrację, broniąc jednocześnie kontrowersyjnych decyzji o urealnieniu stawek za rezonans i tomografię. Według szefowej resortu, pacjenci onkologiczni i dzieci mogą spać spokojnie, ale dyrektorzy szpitali muszą przygotować się na nową „mapę świadczeń”.
Resort zdrowia przygotowuje się do publikacji dokumentu, który może wywołać trzęsienie ziemi w samorządach – regionalnych map świadczeń. Minister zdrowia w Radiu Gdańsk zapowiedziała, że od czerwca dowiemy się, jak ma wyglądać docelowy model ochrony zdrowia, a to znaczy, że niektóre oddziały będą musiały zmienić profil, żeby zrobić miejsce dla potrzebnej opieki długoterminowej. Planowane zmiany w strukturze szpitali, jak przekonuje minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, nie mają oznaczać gwałtownej rewolucji ani masowej likwidacji oddziałów, choć dyskusja publiczna często przedstawia je właśnie w takich kategoriach. Resort chce stworzyć bardziej przewidywalny model rozwoju placówek, który pozwoli samorządom i podmiotom zarządzającym szpitalami planować inwestycje i organizację świadczeń w perspektywie kolejnych 5 -10 lat, zamiast reagować wyłącznie na bieżące kryzysy.
600 tys. wizyt - tyle udało się "odzyskać" dzięki systemowi e-rejestracji, które normalnie by przepadły, bo pacjenci nie przyszli i nie odwołali terminu. Na razie system obsługuje trzy rodzaje świadczeń (mammografie, cytologie w tym HPV i pierwszą wizytę w poradni kardiologicznej). Zgodnie z zapowiedziami szefowej zdrowia - od lipca system obejmie osiem kolejnych specjalizacji, co ma być batem na zapominalskich i szansą dla tych, którzy na ratunek czekają w wielomiesięcznych kolejkach.
Największe emocje cały czas budzi ostatnio decyzja o zmianie sposobu finansowania badań obrazowych, co opozycja nazwała w Sejmie „zimną znieczulicą”, a resort - porządkowaniem systemu. Minister zdrowia Sobierańska-Grenda kolejny raz ucina spekulacje o całkowitym braku zapłaty za badania ponadlimitowe, tłumacząc, że NFZ po prostu przestaje przepłacać tam, gdzie marże sięgały 40 proc. Jej zdaniem w systemie panował niekontrolowany wzrost liczby badań bez wyraźnych ścieżek terapeutycznych, a to wymagało wprowadzenia tzw. stawek degresywnych. Na zarzuty opozycji dotyczące „głodzenia” publicznych placówek i ukrytej prywatyzacji, minister odpowiedziała danymi: w samym sektorze rezonansów aż 66 proc. badań wykonują już podmioty prywatne na zlecenie NFZ. Sobierańska-Grenda podkreśliła, że to nie jest nowość - system od lat korzysta z obu form własności na równych zasadach. Z kolei dyrektorzy martwiący się o lipcowe podwyżki dla personelu medycznego mają dostać środki z rekomendacji resortu i NFZ, choć minister zaznacza, że kondycja finansowa konkretnych szpitali zależy często od ich wieloletniego zarządzania, a nie tylko od bieżących decyzji ministerstwa.
Czytaj także:
Sejm: zaskoczenia nie było. Minister zdrowia zostaje
Płace pielęgniarek, ryzyko likwidacji szpitali. "Brakuje kierunku"
Partnerzy serwisu