Autor : Magdalena Gajownik
2026-03-03 13:41
„Stoimy nad przepaścią, doszliśmy pod ścianę” – alarmowali przedstawiciele szpitali powiatowych na proteście przed Ministerstwem Zdrowia. Związkowcy podkreślali, że bez stabilnego finansowania zagrożone jest funkcjonowanie placówek i bezpieczeństwo państwa w sytuacji kryzysowej. Prezes Związku Powiatów Polskich ostrzegł, że bez dodatkowych środków i systemowych decyzji rządu kolejne oddziały będą zamykane, a lekarzy w regionach zacznie dramatycznie brakować.
„Stoimy nad przepaścią, doszliśmy pod ścianę” – ostro brzmią słowa przedstawicieli szpitali powiatowych protestujących dziś przed Ministerstwo Zdrowia w Warszawie. Manifestacja rozpoczęła się w samo południe, dyrektorzy i samorządowcy alarmują o dramatycznej sytuacji finansowej placówek i domagają się pilnych działań państwa, w tym pełnej wypłaty za świadczenia z 2025 r. i wsparcia budżetowego dla systemu ochrony zdrowia. W proteście biorą udział przedstawiciele Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych i Związku Powiatów Polskich, którzy podkreślają, że dotychczasowe rozmowy z resortem zdrowia nie przyniosły efektów.
-Jako Związek Powiatów Polskich wyszliśmy naprzeciw, od groma spotkań, wykazaliśmy chęć rozmowy o tym, że możemy razem coś zrobić. Niestety to nie poszło. Musieliśmy wyjść na ulice i to jest dla nas smutne, bo nie powinno tak być, nie powinniśmy się o to ubiegać na ulicy - powiedział Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych. Argumentował, że ochrona zdrowia jest elementem bezpieczeństwa państwa i nie może być oddzielana od szerzej rozumianej strategii bezpieczeństwa - Rządzący muszą zrozumieć, że ochrona zdrowia to też jest zabezpieczenie militarne. My możemy mówić o kupowaniu rakiet, a kto będzie leczył rannych? Jaki mamy system zabezpieczenia? O tym nikt nie mówi.
Prezes Związku Powiatów Polskich Andrzej Płonka zwrócił uwagę na narastające problemy kadrowe i finansowe, które – jego zdaniem – wynikają m.in. z podwyżek płac narzuconych ze środków, których brakuje w wielu regionach - 80 proc. kosztów w naszych szpitalach to są systemy płacowe, które były podejmowane przez poprzednie rządy i teraz się to samo dzieje i nie dostajemy na to środków finansowych w takiej ilości jak potrzebna. (...) Jeżeli tych środków nie będziemy mieli lekarze będą odchodzić, a lekarzy nie ma. Pani minister to jest nieprawda – nie ma lekarzy.
Płonka podkreślił, że bez jasnej strategii i środków budżetowych placówki mogą stanąć w obliczu zamknięć oddziałów albo ograniczenia działalności - Kwestia podwyżkowa, która pójdzie od lipca spowoduje, że lekarze których jest mnóstwo na kontraktach upomną się o swoją podwyżkę na którą środków nie dostajemy. Skąd mamy na to zebrać pieniądze? I narracja która niestety idzie z rządu, że winni są starostowie i dyrektorzy szpitali. Nie czuję się dobrze, że musimy protestować przed ministerstwem wyrażając swoje niezadowolenie, dialog trwa to prawda. Chcemy wyraźnie powiedzieć, że albo siądziemy do stołu i będzie odważny premier i odważny minister, który powie co trzeba w tym kraju zrobić, albo nie zwalajmy na siebie odpowiedzialności, bo nasza wina w tym jest najmniejsza.
Podczas protestu przedstawiciele szpitali powiatowych wyjaśnili, że nie sprzeciwiają się podwyżkom dla pielęgniarek, ale krytykują sposób finansowania z Narodowego Funduszu Zdrowia. Jak podkreślają, ostatnie przesunięcie ratownictwa medycznego do budżetu NFZ zmniejszyło środki dostępne dla szpitali, tworząc „dziurę” szacowaną na 30 mld zł, która wkrótce może się powiększyć wraz z planowanymi podwyżkami.
-Jeszcze raz mówię do Pań pielęgniarek: narracja idzie piękna, bo podobno jesteśmy przeciwko waszym podwyżkom. Uważamy, że godnie zarabiacie, jeżeli rząd ma wolę dawania środków finansowych dalej to niech daje, ale nie z worka Narodowego Funduszu Zdrowia, bo do tego worka wepchnięto niedawno ratownictwo medyczne, które było poza budżetem. W NFZ dziura 30 mld, za chwilę okaże się jeszcze większa, bo dojdzie kwestia podwyżkowa. Stoimy nad przepaścią, doszliśmy pod ścianę. To się musi skończyć, musimy usiąść do stołu, musi się premier zainteresować tym co się dzieje w ochronie zdrowia - wzywał Andrzej Płonka.
Organizatorzy protestu przedstawili sześć postulatów:
Natychmiastowa zapłata za udzielone świadczenia medyczne z 2025 r. zarówno limitowane, jak i nielimitowane, oraz miesięczne płatności od 1 kwietnia za wszystkie świadczenia nielimitowane.
Wyodrębnione i trwałe finansowanie skutków wzrostu wynagrodzeń z budżetu państwa dla wszystkich pracowników lecznictwa, niezależnie od formy zatrudnienia.
Zaprzestanie działań obniżających przychody i rentowność szpitali powiatowych, w tym likwidacji lub obniżenia współczynników korygujących 1,07 i 1,06.
Urealnienie wycen świadczeń lub wprowadzenie nowych wskaźników dla szpitali powiatowych wszystkich poziomów do czasu wdrożenia kompleksowej wyceny opartej na rzeczywistych kosztach.
Przywrócenie odrębnego finansowania podwyższonego standardu żywienia pacjentów z waloryzacją o wskaźnik inflacji i stawką minimum 28 zł/osobodzień od 1 stycznia br.
Zwiększenie kontraktów od 1 kwietnia dla podmiotów, którym mimo 100 proc. realizacji w 2025 r. Narodowy Fundusz Zdrowia zaproponował ich obniżenie na 2026 r.
O 11:40 związkowcy zorganizowali briefing prasowy. Prezes Związek Powiatów Polskich Andrzej Płonka powiedział, że decyzje o zamykaniu szpitali powiatowych nie wynikają z działań samorządów tylko z niedoborów środków finansowych.
-Szpitale powiatowe zamykane są nie dlatego, że zamykają je samorządy powiatowe. Zamykamy je dlatego, że zabrakło środków z NFZ. Zamyka je minister, zamyka je rząd – mówił Płonka. Podkreślił przy tym, że zarzuty o „zamykaniu szpitali na chybił trafił” są nieuzasadnione.
Z kolei przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych Waldemar Malinowski wskazał, że bieżące problemy finansowe placówek wynikają głównie z opóźnień w płatnościach za świadczenia - Szpitale nie mogły zaplanować wydatków, kupić leków i sprzętu, bo ich płynność finansowa została zachwiana. Mieliśmy pieniądze na papierze – podkreślił. Szef OZPSP zwrócił również uwagę na trwające od trzech lat negocjacje dotyczące mechanizmu podwyżek płac minimalnych. Brak decyzji rządu sprawia, że szpitale nie mają czasu na przygotowanie się do corocznych podwyżek, które wchodzą w życie w lipcu.
- Nie możemy pozwolić na to, by środki na podwyżki były z pieniędzy na leczenie pacjentów – apelował Malinowski. Związek daje Ministerstwu Zdrowia czas do końca marca na wypracowanie rozwiązania w sprawie finansowania podwyżek. Zaznaczył, że planowane przez ministerstwo oszczędności, w tym zmiany wyceny diagnostyki obrazowej i tzw. współczynniki korygujące, mogą obniżyć rentowność procedur w szpitalach o około 7 proc.
-Te współczynniki pojawiły się, byśmy dostali pieniądze na podwyżki w roku 2025. Czyli ministerstwo swoim obecnym pomysłem chce nam zabrać część pieniędzy na podwyżki personelu – dodał.
Szef OZPSP przypomniał też, że do 15 maja dyrektorzy szpitali muszą podpisać porozumienia ze związkami zawodowymi w sprawie podwyżek, które mają obowiązywać od lipca.
-Są szpitale, w których około 80 proc. kosztów stanowią koszty wynagrodzeń. To jest bardzo naganne, nie można w ten sposób prowadzić żadnych organizacji. W związku z tym nasz postulat jest jasny: zabezpieczenie środków na podwyżki z budżetu państwa. Sejm uchwalił ustawę jednogłośnie, więc posłowie niech czują się odpowiedzialni za to, co robią – podkreślił Malinowski i dodał, że rząd i MZ mają czas do końca marca, jeśli do tego czasu nie będzie odpowiedzi to protest będzie eskalował.
Czytaj także:
Finanse: wyczekiwane dane NFZ. Nadwykonan mniej niż szacowano
Partnerzy serwisu