Autor : Magdalena Gajownik
2026-07-30 15:47
Rumunia próbuje ratować swoje finanse, ale rachunek za tę operację - jak twierdzą tamtejsi lekarze i pielęgniarki - ma zapłacić ochrona zdrowia. Od wtorku w całym kraju trwa bezterminowy strajk medyków, pierwszy na taką skalę od dekady. Pracownicy szpitali protestują przeciwko planowanej reformie wynagrodzeń, która jest jednym z warunków dostania od Brukseli środków z Krajowego Planu Odbudowy.
Według agenci Reuters, do bezterminowego strajku, który zaczął się we wtorek, dołączyły tysiące lekarzy i pielęgniarek z około 520 szpitali w całej Rumunii. Lokalne media informują, że to jest największy strajk od 10 lat. Spór dotyczy nowej ustawy o wynagrodzeniach w sektorze publicznym, która - według rządu - uporządkuje system płac i zmniejszy różnicę w zarobkach między pracownikami, którzy wykonują podobną pracę, ale to nie wszystko... reforma jest jednocześnie jednym z warunków, od których Komisja Europejska uzależnia wypłatę kolejnych transz (prawie 800 mln euro) środków z KPO dla Rumunii. Więc rząd mówi - "to reforma", ale medycy widzą tu tylko cięcia, bo według związków zawodowych nowe przepisy oznaczają ograniczenie dodatków za pracę w trudnych warunkach z których składa się znaczna część rzeczywistych dochodów lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych. Domagają się od rządu pisemnych gwarancji, że żaden pracownik ochrony zdrowia nie straci na reformie, a jeśli ich nie dostaną to protest przeniesie się na ulice. W szpitalach wykonywane są tylko świadczenia ratujące życie, a wszystkie planowe konsultacje, badania diagnostyczne i zabiegi są odwołane.
Tymczasowy premier Rumunii Ilie Bolojan odrzuca zarzuty protestujących. - Jednym z kłamstw jest twierdzenie, że po wejściu w życie ustawy wynagrodzenia spadną. W projekcie znajduje się wyraźny zapis, że nikomu pensja nie zostanie obniżona. - powiedział szef rządu i przekonywał, że reforma ma tylko stopniowo wyrównywać różnice płacowe między pracownikami sektora publicznego. Inne zdanie ma minister zdrowia Alexandru Rogobete. - Obniżanie dochodów pracowników ochrony zdrowia nie jest reformą - ocenił polityk i dodał, że proponowane rozwiązania uderzą w personel medyczny zamiast naprawiać system. Na razie strony pozostają przy swoich stanowiskach.
Czytaj także: