Autor : Marcin Powęska
2026-08-03 11:40
AstraZeneca prowadziła w ostatnich miesiącach rozmowy z Bristol Myers Squibb o połączeniu. Gdyby doszło do transakcji, powstałaby czwarta co do wartości rynkowej firma farmaceutyczna świata. Na razie nie ma jednak umowy, a reakcja giełdy pokazuje, że inwestorzy mają wątpliwości.
O możliwym połączeniu jako pierwszy poinformował "Financial Times". Według źródeł gazety rozmowy trwały w ostatnich miesiącach, ale nie ma pewności, że zakończą się transakcją. AstraZeneca i Bristol Myers Squibb nie przedstawiły oficjalnego stanowiska w tej sprawie - podały m.in. CNBC i "The Guardian".
Kwota 400 mld dol. nie jest ogłoszoną ceną przejęcia. To szacowana wartość rynkowa połączonych firm. Nie wiadomo, jak miałaby wyglądać transakcja, jak zostałaby sfinansowana ani która część wynagrodzenia przypadłaby akcjonariuszom BMS. Brakuje też informacji o harmonogramie kolejnych rozmów.
Najbardziej oczywistym uzasadnieniem połączenia jest onkologia. Leki przeciwnowotworowe odpowiadały w 2025 r. za ok. 25 mld dol. sprzedaży AstraZeneca, czyli niemal połowę przychodów firmy. BMS również jest jednym z kluczowych graczy w onkologii. Sprzedaje m.in. immunoterapie Opdivo i Yervoy oraz rozwija leki hematologiczne i terapie komórkowe. Połączenie dałoby firmom bardzo szeroką ofertę i dużą skalę badań klinicznych.
To samo podobieństwo może jednak stać się problemem. Organy ochrony konkurencji w USA i Europie prawdopodobnie dokładnie zbadałyby nakładanie się obu portfeli. Postępowanie mogłoby potrwać wiele miesięcy i zakończyć się żądaniem sprzedaży części produktów lub programów badawczych.
Bristol Myers Squibb kilka dni przed publikacją doniesień pokazał lepsze od oczekiwań wyniki. Przychody w drugim kwartale wyniosły 12,97 mld dol. i wzrosły o 6 proc. rok do roku. Firma podniosła prognozę całorocznej sprzedaży do 49-50 mld dol. Za wzrost odpowiadają nowsze leki, których sprzedaż zwiększyła się o 15 proc. Jednocześnie starsza część portfolio skurczyła się o 4 proc. BMS mierzy się z konkurencją tańszych odpowiedników leków po wygaśnięciu ochrony patentowej. W drugim kwartale sprzedaż Revlimidu spadła o 49 proc., a Pomalystu o 71 proc.
AstraZeneca znajduje się w innej sytuacji. Firma oczekuje wzrostu przychodów i zysków, a do 2030 r. chce osiągnąć sprzedaż na poziomie 80 mld dol. Analitycy cytowani przez "The Guardian" zwracają uwagę, że przejęcie BMS mogłoby obciążyć szybciej rosnącą firmę problemami związanymi ze starszym portfolio amerykańskiego producenta.
Połączenie pasowałoby do amerykańskiego kierunku obranej przez AstraZeneca strategii. Firma planuje do 2030 r. zainwestować w Stanach Zjednoczonych 50 mld dol. w fabryki, laboratoria i rozwój terapii komórkowych. Zakłada, że pod koniec dekady USA będą odpowiadały za połowę jej sprzedaży. AstraZeneca wzmocniła też swoją obecność na giełdzie w Nowym Jorku, zachowując notowania w Londynie.
Po publikacji doniesień akcje AstraZeneca spadły w Londynie o ponad 7 proc. Notowania BMS rosły przed otwarciem giełdy w Nowym Jorku o ok. 3,5 proc. Taka reakcja zwykle oznacza obawy akcjonariuszy potencjalnego kupującego co do ceny i ryzyka integracji. Połączenie mogłoby przynieść oszczędności dzięki wspólnej administracji, sprzedaży i badaniom. Z drugiej strony, fuzje tej skali są trudne do przeprowadzenia i mogą spowolnić rozwój nowych leków.
Czytaj także:
Bristol Myers Squibb sięga po superkomputer. Pomoże tworzyć leki