Autor : Aleksandra Kurowska
2024-12-27 15:10
— Polska jest Eldorado lekowym na skalę światową. Apteki mają mieć pełny monitoring temperatur, a nikt nie sprawdza tego, co dzieje się w sklepach wielkopowierzchniowych. A mamy ich 360 tys. Lekami może handlować supermarket, poczta, bar, restauracje, budka ze zniczami, fryzjer, szewc i zakład handlujący częściami samochodowymi. Lekami mogą w tym kraju handlować wszyscy. Jesteśmy gotowi wesprzeć Głównego Inspektora Farmaceutycznego w tym, by jak najszybciej uregulować ten absolutnie dziki, niekontrolowany rynek — mówi Marek Tomków, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.
Aleksandra Kurowska: Kończymy rok, zaczynamy przyszły. Takie top trzy rzeczy do załatwienia, jeżeli chodzi o decydentów — co powinni zrobić w takiej perspektywie, którą jesteśmy w stanie zamknąć w 2025 roku?
Marek Tomków, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej: Po pierwsze, tu i teraz prace nad kwestią wniosków przygotowanych przez zespół do spraw preskrypcji i realizacji recept. A więc wprowadzenie recepty kontynuowanej, możliwość rezygnacji z receptury na rzecz prowadzenia opieki farmaceutycznej. I ten duży akt prawny, który musiałby powstać właśnie po raporcie zespołu do spraw preskrypcji, który zakończył swoją pracę w roku 2024. To pierwsza kwestia.
A kolejna?
Druga to oczywiście włączenie aptek do programów profilaktycznych. Wszyscy wiemy, że profilaktyka jest najtańszą metodą leczenia. W tym roku ruszyły kursy dla farmaceutów związane z prowadzeniem prostych badań diagnostycznych. W tej chwili chcielibyśmy włączyć apteki do tak dużych programów, jak np. choroby układu krążenia. W taki sposób, żeby pacjenci, którzy mają świetny dostęp do aptek, bo jesteśmy najlepiej dostępnymi placówkami ochrony zdrowia, mogli z tych programów profilaktycznych skorzystać.
Trzecia kwestia to…
Trzecia rzecz, która wymaga bardzo pilnego uregulowania, to obrót pozaapteczny. Ostatni raport NIK jest dla niego absolutnie miażdżący. Wiem, że bardzo wiele osób próbuje go przedstawić w taki sposób, że w Polsce są osoby, które nie mają dostępu do apteki, że idą przez śnieg i tylko w sklepie mogą kupić leki. Ale taka sytuacja, że po wielu tygodniach leki, które mają decyzję o wstrzymaniu w obrocie ze względu na ryzyko zagrożenia zdrowia lub życia, wciąż są w nim dostępne, to nie jest model, który powinien funkcjonować w 40-milionowym kraju.
Dalsza część tekstu pod materiałem wideo.
Jak wygląda kwestia kontroli sprzedaży w sklepach?
Dzisiaj Inspekcja (Państwowa Inspekcja Farmaceutyczna – red.) kompletnie nie ma żadnych narzędzi, żeby ten rynek kontrolować. Nikt nie wie, gdzie te leki leżą. To są setki tysięcy miejsc, jak przyznaje samo Ministerstwo Zdrowia. Te leki nie są kontrolowane ani jeżeli chodzi o warunki przechowywania, ani o kwestie wycofywania i wprowadzania z powrotem do obrotu. W związku z tym to jest kompletnie dziki i niekontrolowany rynek. To jest rynek, który w tej chwili stał się dla polskich pacjentów naprawdę niezwykle niebezpieczny.
I nie mówmy tutaj o maleńkim sklepiku na wsi, gdzie nie ma apteki. Porozmawiajmy o tym, dlaczego miesiąc po wydaniu decyzji o wycofaniu leki, ze względu na to, że ma on zanieczyszczenia, a to zresztą bardzo popularny lek, wciąż leży w ogromnym supermarkecie na dziewięciu kasach.
Kiedy farmaceuci zwracają uwagę, żeby został stamtąd usunięty, zostaje usunięty, ale następnego dnia wraca. Lek, który w aptekach znika z półek w ciągu kilku minut, bo taka jest decyzja Inspekcji Farmaceutycznej, którą traktujemy jako świętą.
Jaki Naczelna Rada Aptekarska ma pomysł na ukrócenie tego procederu?
Jesteśmy naprawdę gotowi wesprzeć Głównego Inspektora Farmaceutycznego w tym, żeby po prostu jak najszybciej wprowadzić zmiany legislacyjne i uregulować ten absolutnie dziki, niekontrolowany dzisiaj rynek. Polska jest Eldorado lekowym na skalę światową. Ja rozumiem, że wiele firm będzie broniło swojego rynku, bo na nim sprzedaje swoje produkty, natomiast to musi odbywać się w sposób absolutnie cywilizowany.
Dzisiaj mówi się o tym, że apteki mają mieć pełny monitoring temperatur, a nikt nie sprawdza tego, co dzieje się w sklepach wielkopowierzchniowych. Skoro raport NIK-u mówi, że z 18 skontrolowanych miejsc 16 nie przestrzegało warunków przechowywania leków to, o czym my tak naprawdę mówimy?
Inspekcja nie ma nawet żadnego rejestru podmiotów, które handlują tymi lekami. A to leki, które w pewnym momencie mogą być deficytem – mówimy o sezonie grypowym. Apteki nawet paracetamol czy ibuprofen muszą codziennie raportować do ZSMOPL (Zintegrowany System Monitorowania Obrotu Produktami Leczniczymi – red.). A rynek pozaapteczny jest nieograniczony. My nie możemy w kraju, w którym mamy bardzo wysoki odsetek aptek, w których pracuje 27 tys. farmaceutów, tłumaczyć się tym, że dzieci z gorączki powinno się leczyć na poczcie, bo to nie jest to miejsce.
Polacy mają skłonność do nadużywania leków, które można kupić bez recepty.
Mamy dzisiaj bardzo dużo zatruć lekowych. Wątroby Polaków są regularnie niszczone przez paracetamol. A w sklepach wielkopowierzchniowych widzieliśmy propozycję połączenia paracetamolu z wódką jako zestaw grillowy. A połączenie ibuprofenu z piwem jako zestaw, który ma zapobiegać bólowi głowy po alkoholowym kacu.
Jeżeli my w ten sposób chcemy podchodzić do leczenia Polaków i troski o ich zdrowie, to jesteśmy w tym momencie na najgorszej drodze.
Panie prezesie, to jak to ograniczyć? Czy sprzedaż leków powinna być koncesjonowana jak alkohol? „Możesz sprzedawać leki w sklepie, jeżeli masz lodówkę zapewniającą odpowiednią temperaturę”, czy jakieś inne rozwiązania? Bo to jednak wygoda – kupowanie tych leków w sklepach, choć oczywiście bezpieczniej jest kupować je w aptece. I taniej, bo w aptece można dostać większe opakowanie.
Leki, które są na stacjach benzynowych, wcale nie są tanie. To są brandowe preparaty i nie można sobie poprosić o tańszy zamiennik, tak jak w aptece.
Ale umówmy się, że tutaj kryterium wygody nie jest najważniejsze. Jeżdżenie bez pasów jest naprawdę wygodne, tylko tyle, że nie jest bezpieczne.
W związku z tym te propozycje, które muszą już wejść, (zresztą one pokrywają się również z propozycjami głównego inspektora w tym zakresie), to jest wprowadzenie rejestru. Mamy dzisiaj rejestr aptek, punktów aptecznych, mamy dzisiaj rejestr wytwórców, mamy dzisiaj rejestr hurtowni. Wszystkie rejestry mamy, tylko nie mamy rejestru placówek obrotu pozaaptecznego.
W dodatku pamiętajmy, że przepisy są fikcyjne, bo np. dzisiaj przepis już mówi, że osoba wydająca takie leki, na przykład na stacji benzynowej, powinna posiadać wiedzę nabytą z ulotki. Konia z rzędem temu, kto jest w stanie to zweryfikować.
Zakładanie, gdy mamy kilkadziesiąt leków leżących obok siebie, że pani sprzedająca te leki w sklepie z warzywami, zna wszystkie informacje z ulotek, to jest czysta fikcja. Mało tego, nie można dzisiaj nałożyć żadnych kar, jeżeli te leki są przechowywane w niewłaściwy sposób.
A czy powinny być koncesjonowane? Prawdopodobnie tak. Dlatego, że dzisiaj największą karą dla apteki, taką najmocniejszą sankcją, jest cofnięcie zezwolenia. A co można cofnąć sklepowi, skoro on takiego zezwolenia nie posiada?
W dodatku, co przyznaje samo Ministerstwo Zdrowia, nie ma dzisiaj definicji sklepu ogólnodostępnego w prawie farmaceutycznym. W związku z tym dzisiaj tak naprawdę lekami może handlować nie tylko duży supermarket, nie tylko poczta, bar, restauracje czy budka ze zniczami. Może nimi handlować również fryzjer, który ma zanotowaną w swojej działalności sprzedaż kosmetyków, może to robić również szewc, może to robić zakład handlujący częściami samochodowymi. Lekami mogą w tym kraju handlować wszyscy.
Jak powinno się zmienić prawo w tych kwestiach?
Prawo po pierwsze musi być spójne, a po drugie ono musi być realne, czyli inspekcja farmaceutyczna musi mieć możliwości, żeby skontrolować te punkty.
Jeżeli tych punktów, jak się dzisiaj szacuje, jest w Polsce kilkaset tysięcy, (mamy 360 tys. sklepów ogólnodostępnych) i w każdym z nich mogą być leki, to jak to ma sprawdzić niewielu, bo ponad 100 inspektorów? Przecież nawet proste wyliczenia, kiedy sprawdzaliśmy liczbę kontroli przeprowadzonych przez inspekcję farmaceutyczną właśnie w tych placówkach obrotu pozaaptecznego, wskazywały, że na pełne ich sprawdzenie trzeba będzie co najmniej 800 lat.
Nie twórzmy przepisów, które będą fikcją. Jeżeli dzisiaj możemy zarejestrować podmioty, które handlują alkoholem, jeżeli te podmioty, żeby handlować piwem, nawet najmniejsze sklepy, muszą uiścić opłaty, to dlaczego nie powinno tak być przy lekach? Dlaczego dzisiaj te leki znajdują się w sprzedaży przykasowej – takiej sprzedaży czysto impulsywnej? Skoro jest wyraźny przepis, że one nie mogą być dostępne dla dzieci, tymczasem my je widzimy wymieszane ze słodyczami, z gumami do żucia, z jajkiem niespodzianką, czy z zabawkami? Są w zasięgu dzieci. Walczymy z alkotubkami, jednocześnie pozostawiając tak duże zagrożenie.
Te leki nie powinny w ogóle leżeć przy kasie, ale i na widoku?
Te leki powinny być schowane, tak samo, jak są schowane dzisiaj papierosy. Tak, jak schowane są dzisiaj np. drogie kremy, czy drogie maszynki do golenia. Te supermarkety potrafią schować, ale leki leżą między słodyczami.
To nie jest samoleczenie pacjentów, to jest stworzenie zagrożenia. Właśnie przez to kupowanie pod wpływem impulsu.
I o ile w przypadku słodyczy może się to skończyć nadwagą, o tyle w przypadku leków może się to skończyć zatruciem. W związku z tym jest kilka propozycji, które trzeba wprowadzać tu i teraz, by dać inspekcji farmaceutycznej realne możliwości kontroli. I jeżeli ta kontrola wykaże, że te leki są źle przechowywane, to trzeba taki podmiot, który go sprzedaje, ukarać. Tak samo, jak robi to Sanepid, Państwowa Inspekcja Handlowa. Identycznie, jak są karane apteki. Ani sklepy wielkopowierzchniowe, ani duże sieci handlowe nie powinny być wyjęte spoza prawa.
Polecamy także:
Styczniowa lista leków refundowanych: nowości, zmiany cen
Leki: MZ ograniczy dostęp do OTC poza aptekami? M. Kos wyjaśnia
Redaktor naczelna, od ponad 20 lat pracuje w mediach. Była redaktor naczelna Polityki Zdrowotnej, redaktor m.in. w Rzeczpospolitej, Dzienniku Gazecie Prawnej. Laureatka branżowych nagród dla dziennikarzy i mediów medycznych, a także Polskiej Izby Ubezpieczeń oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Kontakt: aleksandra.kurowska@cowzdrowiu.pl
Partnerzy serwisu