Autor : Ignacy Kaczmarczyk
2026-06-15 17:44
Od 1 lipca dyrektorzy samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej będą musieli ujawniać w Centralnym Rejestrze Umów informacje o podpisywanych z lekarzami i innymi medykami kontraktach oraz umowach zlecenia. - To nie tylko dodatkowy obowiązek dla dyrektorów. Skutki mogą być poważne, z destabilizacją systemu włącznie – mówi prawnik Bartłomiej Korolczuk z Kancelarii Doradczej Rafał Piotr Janiszewski.
Od 1 lipca dyrektorom części szpitali przybędzie nowy obowiązek – rejestracji umów w centralnym systemie. Których placówek dotyczą przepisy?
Przede wszystkim samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej, czyli popularnych SP ZOZ-ów. Od 1 lipca 2026 r., ich dyrektorzy, jak inni kierownicy jednostek sektora finansów publicznych, będą zobowiązani do publikowania i aktualizowania w Centralnym Rejestrze Umów Jednostek Sektora Finansów Publicznych informacji o zawieranych umowach.
Obowiązek ten wynika z art. 34a ustawy o finansach publicznych. Co istotne, nie obejmuje on szpitali funkcjonujących jako spółki prawa handlowego.
Jakie umowy trzeba będzie ujawniać? Nie mówimy przecież o kontraktach z NFZ, ale o tych, które oznaczają dla szpitala wydatek, mówiąc fachowo „obciążają plan finansowy".
Przepisy wskazują dwa podstawowe warunki. Po pierwsze, umowa musi stanowić zamówienie w rozumieniu art. 7 pkt 32 ustawy Prawo zamówień publicznych. Po drugie, musi zostać zawarta w formie pisemnej, dokumentowej, elektronicznej albo innej formie szczególnej przewidzianej przez przepisy.
Ustawodawca zrezygnował przy tym z jakiegokolwiek progu wartości. Oznacza to, że jeżeli oba warunki są spełnione, umowa podlega ujawnieniu niezależnie od swojej wartości.
Kontrakty lekarzy również trafią do rejestru?
Tak. W rozumieniu prawa zamówień publicznych świadczenia zdrowotne mieszczą się w kategorii usług. Oznacza to, że kontrakty na udzielanie świadczeń zdrowotnych również spełniają przesłanki objęcia rejestrem.
I właśnie tutaj dostrzegam największy problem. Nie tylko dla dyrektorów szpitali, którzy odpowiadają za zapewnienie ciągłości pracy oddziałów, ale również dla całego systemu ochrony zdrowia.
Szanuję zasadę jawności życia publicznego oraz transparentności wydatkowania środków publicznych. Jednocześnie od wielu lat doradzam podmiotom leczniczym w całej Polsce i doskonale wiem, z jakimi problemami mierzą się ich zarządzający. Najpoważniejszym z nich pozostają kadry.
Od 1 lipca każdy dyrektor SP ZOZ-u będzie musiał ujawniać zarówno umowy B2B, jak i umowy zlecenia zawierane z lekarzami oraz innymi przedstawicielami personelu medycznego.
Dla jasności: prawo nie działa wstecz? Dyrektor nie będzie musiał wprowadzać do rejestru wszystkich kontraktów obowiązujących na dzień 1 lipca?
Nie. Obowiązek obejmie wyłącznie umowy zawarte od 1 lipca 2026 r. Kontrakty podpisane wcześniej nie będą podlegały ujawnieniu.
Mówi pan, że dyrektorzy się boją. Czego konkretnie?
Jednym z najpoważniejszych problemów polskiego systemu ochrony zdrowia są obecnie braki kadrowe. Nie jest to wyłącznie moja opinia, ale fakt potwierdzany zarówno przez dane statystyczne, jak i codzienną praktykę funkcjonowania szpitali.
W mojej ocenie nowe przepisy mogą ten problem dodatkowo pogłębić.
Jeżeli lekarz będzie miał do wyboru współpracę ze szpitalem działającym jako SP ZOZ, który ma obowiązek publikowania informacji o kontraktach, oraz ze szpitalem funkcjonującym jako spółka prawa handlowego, który takiego obowiązku nie ma, może wybrać drugi wariant - dyrektorzy SP ZOZ-ów są w tej kwestii zgodni. To powszechna obawa.
Z perspektywy prawnika zajmującego się ochroną zdrowia trudno abstrahować od faktu, że rynek świadczeń zdrowotnych jest dziś rynkiem pracownika. To lekarze bardzo często dyktują warunki współpracy, ponieważ specjalistów jest po prostu zbyt mało.
Nie od dziś w mediach pojawiają się informacje o bajońskich kontraktach opiewających na setki tysięcy złotych miesięcznie. Budzą one ogromnie emocje.
Tak wysokie umowy stanowią zaledwie niewielki procent ogółu, co nie zmienia faktu, że wielu lekarzy może po prostu nie chcieć, aby informacje o wartości zawartych przez nich umów były publicznie dostępne.
Zarobki, o których mówimy, stanowią jednak lwią część kosztów funkcjonowania szpitali. W wielu placówkach koszty osobowe pochłaniają około 90 proc. budżetu.
I to również jest prawda.
W wielu szpitalach koszty osobowe są dominującą pozycją kosztową i po doliczeniu kontraktów cywilnoprawnych mogą osiągać bardzo wysoki udział w kosztach działalności.
Dlatego ten problem jest tak złożony. Z jednej strony mamy zasadę jawności i społeczne oczekiwanie przejrzystości wydatkowania środków publicznych. Z drugiej strony mamy system, który od lat funkcjonuje pod ogromną presją kadrową.
Nie można ignorować żadnego z tych argumentów.
Powiedział pan, że lekarz wybierze raczej ofertę pracy w szpitalu funkcjonującym jako spółka prawa handlowego zamiast SP ZOZ-u. Dlaczego?
Dlatego, że w tym drugim przypadku w rejestrze publikowana będzie wartość umowy, a także dane pozwalające zidentyfikować jej strony.
W tym zakresie obowiązek publikacji wynika bezpośrednio z ustawy o finansach publicznych, a więc mamy do czynienia ze szczególną podstawą prawną przetwarzania danych osobowych.
Co dokładnie będzie publikowane?
Ustawa wymaga ujawnienia m.in. numeru umowy, daty jej zawarcia, okresu obowiązywania, oznaczenia stron umowy, przedmiotu umowy oraz jej wartości.
W przypadku osób fizycznych oznacza to publikację imienia i nazwiska kontrahenta.
Rozumiem pańskie argumenty oraz obawy dyrektorów placówek, ale rozmawiamy o publicznych pieniądzach. Obywatele mają prawo wiedzieć, jak są wydawane.
To argument, którego nie można lekceważyć.
Pacjenci mają prawo pytać, w jaki sposób wydawane są środki publiczne, zwłaszcza gdy kolejki do specjalistów pozostają długie, a dostęp do części świadczeń jest ograniczony.
Celem rejestru jest przecież zwiększenie przejrzystości wydatkowania środków publicznych.
Warto jednak pamiętać, że sama wartość kontraktu nie zawsze pokazuje rzeczywiste miesięczne wynagrodzenie lekarza. Umowy bywają bardzo różnie skonstruowane. Obejmują dyżury, dodatkowe świadczenia, procedury medyczne, gotowość do pracy czy zabezpieczenie funkcjonowania określonych oddziałów.
Nie sposób wykluczyć sytuacji, w której opinia publiczna będzie utożsamiała wartość całego kontraktu z miesięcznym wynagrodzeniem lekarza, choć w praktyce relacja ta może być znacznie bardziej złożona.
Mówiąc najprościej: rejestr pokaże liczbę, ale nie pokaże kontekstu tej liczby.
Trzeba znać realia funkcjonowania systemu ochrony zdrowia, aby właściwie interpretować takie informacje. Tymczasem w przestrzeni publicznej pozostanie przede wszystkim konkretna kwota.
Obawiam się, że wielu lekarzy odpowie sobie wtedy bardzo prosto: skoro mogę wykonywać tę samą pracę w szpitalu funkcjonującym jako spółka prawa handlowego i nie być objętym takim obowiązkiem, to wybiorę właśnie ten podmiot.
Czy dyrektorzy SP ZOZ-ów mają jakiekolwiek pole manewru? Rozumiem, że jednym z rozwiązań mogłoby być odchodzenie od kontraktów na rzecz etatów.
Dla mnie, jako eksperta zajmującego się ochroną zdrowia, najważniejsze jest to, jak funkcjonuje rzeczywistość.
A rzeczywistość jest taka, że lekarzy jest za mało.
Lekarze bardzo często wybierają kontrakty nie tylko ze względów organizacyjnych, ale również podatkowych. Trudno sobie wyobrazić, aby w warunkach obecnego niedoboru kadr dyrektorzy mogli skutecznie wymuszać przechodzenie na etaty.
Jeżeli lekarz nie zaakceptuje jednej oferty, niemal zawsze znajdzie inną placówkę gotową zaproponować mu kontrakt. A teraz w dodatku - kontrakt, który nie pojawi się w CRU!
Dlatego uważam, że dyrektorzy SP ZOZ-ów nie mają dziś realnego pola manewru. Jeżeli przepisy pozostaną w obecnym kształcie, będą musieli mierzyć się z ich konsekwencjami.
Piłka znajduje się po stronie ustawodawcy.
Jakie widzi pan rozwiązanie?
Jeżeli ustawodawca uznałby, że skutki nowych regulacji są zbyt daleko idące, można byłoby rozważyć rozszerzenie katalogu wyłączeń przewidzianych w art. 34a ustawy o finansach publicznych.
Przykładowo poprzez wskazanie, że umowy zawierane na podstawie art. 26 ustawy o działalności leczniczej nie podlegają publikacji w rejestrze.
Za półtora roku czekają nas wybory parlamentarne. Uważa pan, że ktokolwiek odważy się dziś zaproponować rozwiązanie, które opinia publiczna mogłaby odebrać jako ukrywanie wysokich zarobków lekarzy?
Nie jestem politykiem, lecz prawnikiem i doradcą podmiotów leczniczych.
Moją rolą nie jest ocena, co politycznie się opłaca, lecz wskazywanie skutków obowiązujących regulacji. A w mojej ocenie skutki obecnych przepisów mogą być dla systemu ochrony zdrowia bardzo poważne.
Do wejścia nowych regulacji pozostało zaledwie kilkanaście dni. Czy szpitale zdążą się przygotować?
Samo założenie konta w systemie nie powinno stanowić problemu. To czynność techniczna, którą można wykonać praktycznie od ręki. Problem nie dotyczy technikaliów. Problemem jest sama konstrukcja przepisów i ich potencjalny wpływ na funkcjonowanie publicznych szpitali, systemu ochrony zdrowia, a przede wszystkim - dostępu pacjentów do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.