• Najnowsze
  • Pacjenci
  • Pracownicy medyczni
  • POZ i AOS
  • Finanse
  • Leki
  • Wyroby medyczne
  • Kultura
  • Wideo i podcasty

Co leczą angiolodzy? M.in. obrzęk limfatyczny i stopę cukrzycową

Autor : Aleksandra Kurowska

2026-02-02 12:08

Pomagają m.in. pacjentom po operacjach onkologicznych, chorym z niedokrwieniem kończyn, w tym np. stopą cukrzycową, ale też dziećmi i dorosłymi z rzadkimi chorobami. Angiolodzy to lekarze specjalizujący się w diagnostyce, leczeniu i profilaktyce chorób naczyń krwionośnych (tętnic, żył, naczyń włosowatych) i limfatycznych. O ich pracy opowiada nam prof. Andrzej Szuba, kierownik Kliniki Angiologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Aleksandra Kurowska: Panie profesorze, pewnie wielu pacjentów nie wie czym zajmuje się angiologia. Co to za dziedzina medycyny?

Na początek chciałbym zacytować takie określenie specjalizacji angiologii według amerykańskiego angiologa, który bardzo ładnie ujął to i napisał o angiologii tak: "Nie ma innej internistycznej specjalności poza angiologią dla chorych z pozasercową chorobą naczyniową".

Jako Polskie Towarzystwo Angiologiczne i  angiolodzy wiemy, że ta dziedzina jest mało znana, nie tylko wśród pacjentów, ale bywa też, że i wśród medyków oraz decydentów. Były w przeszłości nawet próby zlikwidowania tej specjalizacji, ale kiedy przyjrzy się temu, czym się zajmujemy, to wiadomo, że nie ma innej specjalizacji, która może nas zastąpić. Nie bez powodu też czas oczekiwania na wizytę u angiologa to wiele miesięcy, czasem nawet rok.

 

Czyli jakimi pacjentami i ich chorobami się zajmujecie, jako specjaliści?

Jest tych chorób sporo. To przede wszystkim miażdżyca obwodowa i niedokrwienie kończyn. Z takich bardziej "głośnych" tematów - miażdżyca w przebiegu cukrzycy i niedokrwienie stóp, zwane stopą cukrzycową. Jest to główna przyczyna amputacji w Polsce, a więc choroba poważna - i dla pacjentów, i z punktu widzenia systemu ochrony zdrowia - ponieważ wiąże się z bardzo dużymi kosztami oraz dodatkowo z wysoką chorobowością i śmiertelnością po samych amputacjach.

Warto podkreślić, że aż 90 proc. chorych z miażdżycą zarostową, czyli z niedokrwieniem kończyn, jest leczonych zachowawczo. To oznacza, że muszą być leczeni przez internistów i specjalistów, którzy się na tym dobrze znają, a przeciętny internista - ze względu na niewielką obecność angiologii w programie specjalizacji - wie o tym stosunkowo mało. Ponadto wykonujemy zabiegi udrażniające wewnątrznaczyniowo tętnice obwodowe u chorych z niedokrwieniem nóg – często ratując pacjentów przed amputacją

Kolejna dziedzina to choroby żył. I znowu: przewlekła niewydolność żylna.

Tu część zadań realizują flebolodzy?

Tak, flebolodzy to lekarze zajmujący się leczeniem chorób żył - ale tej specjalizacji oficjalnie nie ma. Są to głównie chirurdzy zajmujący się zabiegami na żyłach, przede wszystkim leczeniem zabiegowym żylaków. Natomiast przewlekła niewydolność żylna to coś znacznie więcej, ponieważ ci pacjenci mają przewlekłe obrzęki kończyn oraz nawracające albo przewlekłe owrzodzenia kończyn dolnych. I to jest znowu taka działka, którą my jako angiolodzy się zajmujemy. Do tego dochodzi leczenie ran przewlekłych - jednymi z najczęstszych są właśnie rany w przebiegu niewydolności żylnej. Jest to leczenie trudne, czasochłonne i wymaga dużej wiedzy.

Będąc na różnych grupach pacjentów widzę często naprawdę straszne zdjęcia takich ran. Pacjenci nie wiedzą gdzie się udać, nawet jeśli szukają pomocy w systemie ochrony zdrowia, bywają odsyłani od lekarza do lekarza, od pielęgniarki do pielęgniarki.

Na podstawie tego, jacy pacjenci do nas trafiają, oraz wykładów, które prowadzimy, widać wyraźnie, że wiedza na temat tych problemów w dalszym ciągu nie jest powszechna. Leczenie owrzodzeń jest trudne, ale z drugiej strony - jeśli zaczyna się je prowadzić prawidłowo - nie musi być kosztowne z punktu widzenia systemu. Natomiast dobre, praktyczne leczenie owrzodzeń wymaga określonej wiedzy, którą znowu mają angiolodzy.

W żadnej innej specjalizacji leczenie ran przewlekłych nie jest systemowo nauczane. Oczywiście zajmują się nimi nie tylko angiolodzy, ale również chirurdzy - jednak są to zwykle osoby, które wyspecjalizowały się w tym z własnego zainteresowania, zaczęły się po prostu zajmować ranami.

I pielęgniarki…

Pielęgniarki również - co w Polsce upowszechnił prof. Jawień- bardzo dobrze radzą sobie z leczeniem ran przewlekłych, część z nich specjalizuje się w pomocy tym pacjentom. Natomiast pewna wiedza angiologiczna - dotycząca tego, skąd te rany się biorą, jak leczyć chorobę przyczynową, która do nich doprowadza, i jak prawidłowo diagnozować - musi już leżeć po stronie lekarza. Oprócz niewydolności żylnej mamy bowiem także niedokrwienie, które również powoduje rany. Rany żylne mogą się nie goić właśnie z powodu współistniejącego niedokrwienia, które trzeba umieć rozpoznać.

Mamy także zapalenia naczyń, które mogą wikłać albo wręcz powodować owrzodzenia i które trzeba prawidłowo zdiagnozować. Przy przewlekłych owrzodzeniach wykonujemy biopsję skóry i samej rany, aby poznać przyczyny i powikłania trudno gojącego się owrzodzenia, ponieważ oprócz zapaleń naczyń mogą występować także nowotwory wtórne rozwijające się w obrębie owrzodzeń. To również trzeba umieć rozpoznać, a nie jest to wcale łatwe.

Pan profesor znany jest m.in. z leczenia obrzęków. Jaka to grupa pacjentów? Skąd te obrzęki się u nich biorą?

Zajmujemy się także obrzękami wszelkiego rodzaju. W tym obrzękami limfatycznymi, którymi właściwie nikt poza angiologami się nie zajmuje. Obrzęki limfatyczne wcale nie są rzadkie. Często są kwalifikowane jako choroba rzadka, ale w praktyce bardzo często są powikłaniem innych chorób Właściwe rozpoznanie przyczyny obrzęku wymaga specjalistycznej diagnostyki i wiedzy, którą mają angiolodzy. Podstawą leczenia jest kompleksowa terapia uciskowa, która wymaga odpowiedniego przeszkolenia i doświadczenia. U chorych ze znacznym przerostem tkanek, bez poprawy po leczeniu uciskowym, można zmniejszyć obrzęk stosując liposukcję. U niektórych chorych możliwe są operacje na naczyniach limfatycznych, które mogą zmniejszyć obrzęk kończyny.

W Polsce główną przyczyną obrzęków limfatycznych są powikłania leczenia onkologicznego. Aż co piąta kobieta po leczeniu raka piersi ma obrzęk limfatyczny kończyny górnej. To nie jest mało. Jeżeli np. w jednym tylko szpitalu operuje się rocznie ok. 1200 kobiet z rakiem piersi, to łatwo policzyć, ilu pacjentek dotyczy ten problem.

W przypadku raka piersi ta wiedza już się czasem przebija. A jak jest z innymi nowotworami?

Obrzęki limfatyczne występują tez m.in. po operacjach raka prostaty, nowotworów jajników, narządów rodnych u kobiet czy czerniaków. Leczenie tych chorób prowadzi do powstania przewlekłych obrzęków kończyn nie w kilku procentach przypadków, ale w 20, 30, a nawet 50 proc. To nie są lekkie obrzęki, gdzie tylko odciska się skarpetka. To są obrzęki, które realnie utrudniają życie i prowadzą do inwalidztwa.

Na razie mówimy o dość powszechnych problemach. Czy leczycie też choroby rzadkie?

Mamy całą grupę chorób rzadkich, które trafiają właściwie tylko do nas. Są to na przykład wrodzone malformacje naczyniowe różnego rodzaju. W Polsce jest kilka ośrodków, które zajmują się malformacjami naczyniowymi u dzieci. Malformacje naczyniowe u dorosłych leczą operacyjnie niektóre ośrodki chirurgii naczyniowej.  Wielu chorych z malformacjami naczyniowymi wymaga pogłębionej diagnostyki i przewlekłego leczenia farmakologicznego, czym u dorosłych praktycznie nikt się tym nie zajmuje. Zajmujemy się także wrodzoną naczyniakowatością krwotoczną, którą potrafimy skutecznie leczyć farmakologicznie.

Jest wiele innych wrodzonych chorób naczyń, które diagnozujemy i leczymy. Naczynia krwionośne są wszędzie, więc w praktyce mamy powiązania ze wszystkimi dziedzinami medycyny. Z neurologią, reumatologią, kardiologią, hematologią, a także pediatrią i chirurgią naczyniową.

Nie wspomniałem jeszcze o zakrzepicach żylnych. To też jest coś, czym się zajmujemy - zarówno zachowawczo, jak i interwencyjnie. Obecnie jest możliwe usunięcie zakrzepu z dużych żył  co przyspiesza leczenie i zapobiega powikłaniom – takim jak zespól pozakrzepowy. Możemy to zrobić zarówno rozpuszczając skrzeplinę lekami (tzw. tromboliza) ja i odsysając skrzep lub usuwając go mechaniczne. Potrafimy też udrażniać przewlekle zamknięte żyły co zmniejsza obrzęk i dolegliwości bólowe. Leczymy też kobiety z zespołem zastoju żylnego w miednicy – choroba spowodowana niewydolnością żylną żył miednicy, powodująca  przewlekłe bóle dołem brzucha, nasilone krwawienia i bóle menstruacyjne oraz bóle przy współżyciu.

 

To ilu takich specjalistów mamy w Polsce?

Około 250 - i nie wszyscy pracują w zawodzie.

 

Bardzo mało, czy mi się tak tylko wydaje?

Zdecydowanie za mało. Są województwa, gdzie w ogóle nie ma angiologów. Patrząc na kolejki, to lekarzy z tą specjalizacją potrzebujemy przynajmniej 2-3 razy więcej. To chyba nie jest realne w krótkim czasie. Natomiast ważne jest poszerzenie wiedzy o angiologii i o chorobach naczyń wśród lekarzy pierwszego kontaktu, ponieważ część pacjentów, która się do nas zgłasza, nie wymaga aż tak specjalistycznych konsultacji.

A tak gdzie angiologów nie ma, jak sobie radzą medycy i pacjenci? Kto ich zastępuje?

To jest problem. Choroby naczyń obwodowych niestety są słabo nauczane w szkołach medycznych i programach specjalizacyjnych z chorób wewnętrznych oraz ich podspecjalizacjach. Istnieje wyraźny rozdźwięk pomiędzy rozległą wiedzą i postępami w biologii naczyniowej a praktyką kliniczną medycyny naczyniowej. My to też widzimy, bo naczynia są we wszystkich dziedzinach traktowane - że tak powiem - trochę po macoszemu.

Jak temu zaradzić? Nie „naprodukujemy” specjalistów w rok ani nawet w kilka lat…

Obecnie w Polsce jest kilkanaście ośrodków specjalizacyjnych. Sama specjalizacja trwa pięć lat. Trzy lata to moduł internistyczny, tak jak we wszystkich specjalizacjach wywodzących się z interny, a następnie dwa lata specjalizacji z angiologii. W tym czasie realizujemy również angiologię interwencyjną, czyli zabiegi na naczyniach, a także kursy dotyczące angiologii.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz: angiologia obejmuje leczenie pacjentów w każdym wieku. My leczymy wszystkich - od urodzenia do zgonu. Specjalizacja nie dzieli się na dziecięcą i dorosłą, dlatego zajmujemy się zarówno dziećmi, jak i dorosłymi.

Lekarzy szybko nie przybędzie. Chcemy upowszechnić możliwości konsultacji online, głównie dla lekarzy rodzinnych. Żeby od razu kwalifikować tych pacjentów, którym możemy szybko pomóc. Żeby szybko do nas trafiali, a nie czekali w kolejkach, w których wielu ludzi nie potrzebuje tak pilnej interwencji.

Obecnie w naszym szpitalu pracujemy nad takim rozwiązaniem.

 

Tylko, czy wtedy NFZ będzie za to płacił?

To nas na razie nie martwi, bo my przygotujemy program internetowy, który ma pomagać, i robimy to w czasie pracy. Natomiast zależy nam na tym, żeby ci pacjenci trafiali do nas w odpowiednim momencie - a NFZ i tak za nich płaci.

 

Z jakimi innymi lekarzami, specjalistami, poza wspomnianymi już rodzinnymi, najczęściej współpracujecie?

Naturalnie z chirurgami naczyniowymi, bo część pacjentów naczyniowych wymaga dużych operacji naczyniowych. Mają tętniaki, mają niedrożności dużych tętnic i to oczywiście do nich kierujemy. Mają zwężenia tętnic szyjnych, które również chirurdzy naczyniowi operują. Współpraca polega na tym, że my diagnozujemy te choroby i wysyłamy pacjentów na zabieg, ale opiekujemy się nimi już po zabiegu, ponieważ miażdżyca to nie jest tylko sytuacja, że "zamyka się tętnica". To jest choroba przewlekła, którą trzeba odpowiednio leczyć i dostosować to leczenie do pacjenta oraz jego innych chorób. Pacjent może mieć cukrzycę, może mieć zaburzenia lipidowe innego rodzaju, które wymagają innego podejścia. Zajmujemy się pacjentem całościowo.

 

A wracając do dzieci. Na co je leczycie?

Mówimy o chorobach rzadkich, ale te rzadkie choroby również wymagają leczenia. Mamy pod opieką m.in. kilkadziesiąt dzieci z pierwotnymi obrzękami limfatycznymi - wrodzonymi albo takimi, które ujawniają się później. Mamy również dzieci z wrodzonymi malformacjami naczyniowymi różnego rodzaju. Tego typu schorzeniami zajmuje się kilka ośrodków w Polsce, ale do nas do szpitala także trafiają tacy pacjenci. Prowadzimy diagnostykę genetyczną i leczymy je lekami, które są obecnie dostępne.

Mamy również dzieci z zakrzepicami żylnymi. Najczęściej są to dzieci leczone na oddziałach hematologii - np. z powodu białaczek - albo dzieci po leczeniu chirurgicznym. Różne są sytuacje, w których dochodzi do powstawania zakrzepic.

 

Jak się leczy te choroby? Z czego korzystacie? Kiedy wystarczy farmakoterapia, kiedy operacja? Kiedy to mogą być wyroby medyczne, a może masaże i gimnastyka, masaże też są zalecane?

Każdy chory wymaga kompleksowej terapii. My musimy stosować wszystkie metody - od internistycznych, przez zabiegowe, po fizjoterapię i dietetykę.

Jeżeli chodzi o obrzęki, bo od tego zaczęliśmy, to oczywiście najpierw trzeba je zdiagnozować. To nie zawsze jest proste, bo przyczyn obrzęku jest bardzo dużo. Dopiero potem można zastosować odpowiednie leczenie, które w przypadku obrzęków jest głównie leczeniem fizjoterapeutycznym. Jeżeli nie mamy do czynienia z inną chorobą i jest to obrzęk limfatyczny, czyli zastoinowy, to stosujemy kompleksową terapię - odpowiednie bandażowanie, które również nie jest proste.

 

Kto „bandażuje”? Lekarz, fizjoterapeuta czy pielęgniarka?

U nas najczęściej robią to fizjoterapeuci. Był okres, kiedy ja sam bandażowałem, bo jestem w tym odpowiednio wyszkolony i potrafię to robić. Natomiast na oddziale najczęściej zajmują się tym fizjoterapeutki. W zależności od przeszkolenia pielęgniarki również mogą to robić. Nie ma tu sztywnych ograniczeń.

 

Czy tego obrzęku limfatycznego jesteśmy w stanie pozbyć się całkowicie? Czy to jest kwestia dni, tygodni, miesięcy, lat?

Programy profilaktyczne w Polsce są powoli wdrażane i polegają głównie na stosowaniu wyrobów uciskowych, czyli rękawów uciskowych. Problem polega na tym, że trudno jest stosować je profilaktycznie u wszystkich kobiet. Część pacjentek po prostu tego nie chce.

Wiemy, że ok. 1/4 kobiet, może trochę więcej, rozwinie obrzęk limfatyczny, a reszta nie. Nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko tzw. grupę wysokiego ryzyka, to i tak mniej więcej połowa kobiet rozwinie obrzęk, a druga połowa nie. W związku z tym pojawia się pytanie: jak wybrać te osoby, które potrzebują profilaktyki, a zostawić te, które jej nie potrzebują? Dlaczego tak się dzieje - do końca jeszcze nie wiemy. Wchodzą tu w grę czynniki genetyczne, anatomiczne i inne.

Komu więc zalecać rękawy uciskowe? Są jakieś wytyczne?

Jest model opracowany w Stanach Zjednoczonych, który obecnie funkcjonuje na całym świecie i u nas również zaczyna być wdrażany. Określamy go mianem modelu czujnej obserwacji (ang. prospective surveillance model).

Polega on na tym, że pacjentki po operacji raka piersi, mniej więcej w pierwszym roku po zabiegu, raz na trzy miesiące mają ocenę fizjoterapeutyczną albo same regularnie mierzą obwód ręki. W momencie, kiedy ręka zaczyna się minimalnie powiększać - niekoniecznie jest to jeszcze wyraźny obrzęk, tylko niewielka różnica w porównaniu z drugą kończyną - to jest sygnał do wprowadzenia rękawa uciskowego. Takie postępowanie daje dużą szansę na ograniczenie liczby ciężkich obrzęków, a zastosowanie rękawa często prowadzi do zatrzymania procesu, czyli ręka nie powiększa się dalej.

Ten model jest dobrze opracowany, bardzo efektywny kosztowo i szeroko stosowany. Oczywiście nie u wszystkich kobiet przynosi on pełny efekt, ale grupa pacjentek wymagających bardziej intensywnego leczenia jest dzięki temu stosunkowo niewielka.

Są jakieś alternatywy?

Oprócz tego istnieje jeszcze inny sposób zapobiegania. Jest propagowany model opracowany przez prof. Boccardo z Włoch. Polega on na tym, że w momencie usuwania węzłów chłonnych, naczynia chłonne, które do nich dochodzą, są w czasie operacji przyszywane do żył. W ten sposób chłonka, zamiast płynąć do węzła chłonnego, odpływa do małej żyły, do której została wszyta. Ten model wydaje się dość skuteczny w zapobieganiu rozwojowi obrzęków.

Brzmi świetnie, czemu go szeroko nie stosujemy?

Niestety jest kosztowny - wymaga dodatkowego czasu na sali operacyjnej i wydłuża zabieg. Niemniej w ośrodkach, które go stosują, wydaje się być skuteczną metodą zapobiegania, a być może również leczenia obrzęku limfatycznego w bardzo wczesnej fazie. Są to więc dwie główne metody profilaktyki.

A co jeśli nie zadziałamy na czas lub nie uda się cofnąć powstawania obrzęku? Możemy go usunąć, wyleczyć?

Jeżeli obrzęk już się rozwinie, to szanse na całkowite jego wyleczenie są bardzo małe. My skupiamy się przede wszystkim na tym, żeby utrzymać go na jak najmniejszym poziomie, tak aby sprawiał pacjentowi jak najmniej problemów.

We wczesnej fazie obrzęk ma charakter rzeczywiście obrzękowy, czyli dominuje w nim płyn. W takiej sytuacji stosujemy drenaż limfatyczny, terapię kompresyjną oraz odpowiednio dobrane wyroby uciskowe. Zwykle to działa. Najpierw zmniejszamy objętość kończyny za pomocą bandażowania, a następnie dobieramy odpowiedni rękaw uciskowy.

Jeżeli na tym etapie uda się wykonać połączenia limfatyczno-żylne, to czasem pozwala to dodatkowo zmniejszyć nasilenie obrzęku. Natomiast jeśli proces trwa dłużej, to stosunkowo szybko dochodzi do zmiany charakteru obrzęku. Przestaje on być "wodny", a przewlekłe zaleganie chłonki stymuluje przerost tkanki podskórnej, przede wszystkim tkanki tłuszczowej, a także skóry.

Co wtedy?

W sytuacji, gdy dochodzi do znacznego przerostu tkanki tłuszczowej i kończyna wyraźnie zwiększa swoją objętość, jedyną skuteczną metodą leczenia jest obecnie liposukcja, czyli usunięcie nadmiernej ilości tkanki tłuszczowej.

W niektórych przypadkach jest to rzeczywiście konieczne, ponieważ u pacjentek z zaawansowanym obrzękiem limfatycznym, który w dużej mierze składa się już z przerośniętej tkanki tłuszczowej, kończyna może ważyć kilka kg więcej. Prowadzi do zmian zwyrodnieniowych w stawach oraz w odcinku szyjnym kręgosłupa i może skutkować realnym inwalidztwem.

 

Czy taką liposukcję można wykonać w ramach NFZ? Macie dokąd kierować pacjentów?

Liposukcję kończyny w obrzęku limfatycznym można wykonać w ramach umów z NFZ. Wykonuje się ją między innymi u nas we Wrocławiu w Oddziale Chirurgii Plastycznej Dolnośląskiego Szpitala Specjalistycznego W Instytucie Onkologii w Gliwicach prof. Marek Paul wykonuje takie zabiegi u pacjentów onkologicznych.

Problem polega na tym, że niewiele ośrodków potrafi je wykonać dobrze, ale formalnie jest możliwość przeprowadzenia takiego leczenia w ramach systemu publicznego.

 

Jak wygląda kwestia wycen procedur? Czy one są odpowiednio wycenione?

Jeżeli chodzi o procedury związane z liposukcją, to są one dość dobrze wycenione. Tak jak mówią koledzy z chirurgii plastycznej, wycena jest wystarczająca i nie wymaga w tej chwili zmiany.

 

A obrzęki i stopa cukrzycowa?

Ze stopą cukrzycową jest gorzej. Stopa cukrzycowa jest zdecydowanie niewystarczająco wyceniona. Bardziej opłaca się amputować niż leczyć, choć każda taka sytuacja to tragedia dla pacjenta i jego bliskich. Leczenie kosztuje więcej niż płaci za nie NFZ.

Jeżeli chodzi o obrzęki limfatyczne, które musimy leczyć w warunkach szpitalnych, to na każdym takim pacjencie tracimy pieniądze. Wynika to z faktu, że konieczna jest kompresja stacjonarna. U pacjentów w ciężkim stanie taka kompresja musi trwać nawet dwa tygodnie i stawka NFZ kosztów nie rekompensuje. System jest tak skonstruowany, że na jednych pacjentach się traci, a na innych się zarabia.

O poprawie wyceny leczenia stopy cukrzycowej mówi się od lat. Myślałam, że to już poprawiono…

Generalnie są to pacjenci wymagający bardzo kosztownego leczenia. Często trafiają do nas w trybie ostrego dyżuru. To jest chory z martwicą palców, z ropowicą stopy. Wymaga leczenia wielospecjalistycznego.

Z jednej strony konieczne jest wyrównanie cukrzycy - przez diabetologa - z drugiej strony intensywne zwalczanie infekcji. Często pacjenci trafiają do nas już z sepsą i są leczeni antybiotykami. Wymagają terapii drogimi lekami, ponieważ są to często szczepy oporne, już wstępnie niewrażliwe na standardowe leczenie. To wszystko trwa długo.

Dodatkowo mamy do czynienia z niedokrwieniem kończyn dolnych, często poniżej kolana. Staramy się udrażniać te naczynia, co wiąże się z kolejnymi procedurami. Często z punktu widzenia finansowego są to działania nieopłacalne. Na wielu takich procedurach oddział po prostu traci.

Z drugiej strony wiadomo, że na rynku prywatnym jest taka oferta. Choć bardzo droga.

Ośrodków, które kompleksowo zajmują się stopą cukrzycową na NFZ, w Polsce jest bardzo niewiele - albo właściwie nie ma ich wcale. Szpital w Szamotułach jest jednym z nielicznych, który w sposób wiodący zajmuje się leczeniem stopy cukrzycowej. Zobaczymy, czy ten model da się upowszechnić.

Z mojego doświadczenia, zarówno tutaj w naszym szpitalu, jak i z rozmów z kolegami, wynika, że jedyne ośrodki, które rzeczywiście kompleksowo i bardzo porządnie zajmują się stopą cukrzycową, to są faktycznie ośrodki prywatne.

 

Mam w rodzinie doświadczenie ze stopą cukrzycową i wiem, że są to wydatki rzędu nawet wielu tysięcy zł miesięcznie.

Tak, to są ogromne koszty. Ale problemem jest nie tylko koszt, lecz także znalezienie specjalisty, który potrafi ratować stopę i odpowiednio operować. Takie leczenie - oprócz tego, co my robimy, czyli poprawy ukrwienia - wymaga również odpowiednich zabiegów ortopedycznych: usuwania fragmentów kości, kształtowania stopy. To jest bardzo duża wiedza, wymagająca ogromnej praktyki.

Takich lekarzy w Polsce jest niewielu. W większości pracują oni w sektorze prywatnym. Wynika to przede wszystkim z niedoszacowania procedur.

Do tego dochodzą problemy organizacyjne dla samych szpitali.

 

Jakie?

Sale operacyjne są generalnie salami czystymi - zwłaszcza sale chirurgii ortopedycznej, gdzie wszczepia się protezy biodra czy kolana. Tam musi być zachowana absolutna sterylność. Zakażenie w takim przypadku jest dla pacjenta ogromnym nieszczęściem.

Natomiast operacje stóp cukrzycowych to są zabiegi brudne. Tam jest zawsze ropa, zawsze obecne są bakterie. W związku z tym tacy pacjenci byli często odkładani "na koniec" albo wymagało to wydzielenia osobnej sali operacyjnej do tego typu zabiegów. Nie każdy szpital może sobie na to pozwolić.

 

Mamy zapowiedzi kolejnych weryfikacji stawek za leczenie. Wiem, że tematem stopy cukrzycowej zainteresowani są też parlamentarzyści. Miejmy nadzieję, że wreszcie będą tego efekty.

 

Czytaj także:

Zakrzepica: podstępny przeciwnik, zagrażający zdrowiu i życiu

Dr Dubno: Stopa cukrzycowa - prawie każde owrzodzenie można leczyć

#obrzęk #limfatyczny #leczenie #rehabilitacja #stopa #cukrzycowa #amtutacja #choroby #żył
Udostępnij Tweet Udostępnij
Card image cap
Aleksandra Kurowska

Redaktor naczelna, od ponad 20 lat pracuje w mediach. Była redaktor naczelna Polityki Zdrowotnej, redaktor m.in. w Rzeczpospolitej, Dzienniku Gazecie Prawnej. Laureatka branżowych nagród dla dziennikarzy i mediów medycznych, a także Polskiej Izby Ubezpieczeń oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Kontakt: aleksandra.kurowska@cowzdrowiu.pl

Komentarze

OSTATNIE WPISY

WHO zwiększa dostęp do szczepionki przeciw polio
Czytaj więcej...
Miastenia: nowa terapia dopuszczona w Europie
Czytaj więcej...
Prohibicja w Warszawie. Jakie są pierwsze efekty?
Czytaj więcej...
Kadry: Sanofi ma nową CEO. Francuzi zmieniają kurs
Czytaj więcej...
FDA zatwierdza nowe urządzenie do leczenia raka trzustki
Czytaj więcej...
Ceny leków: konserwatyści przeciw Trumpowi. Zarzucają mu... socjalizm
Czytaj więcej...
Nowe prawo dla psychologów: koniec samowolki, więcej ochrony
Czytaj więcej...
Długi COVID a choroba Alzheimera. Co je łączy?
Czytaj więcej...
Lekanemab raz w miesiącu? Wniosek do EMA
Czytaj więcej...
Wydarzenia w ochronie zdrowia: 13 lutego 2026 r.
Czytaj więcej...
AOTMiT: nie dla nowego świadczenia w psychiatrii sądowej
Czytaj więcej...
Nielimitowane programy lekowe. Czy NFZ na to stać?
Czytaj więcej...

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA !

Partnerzy serwisu

congres
  • twitter / CO W ZDROWIU
  • facebook / CO W ZDROWIU
  • LinkedIn / CO W ZDROWIU

    Szybkie Linki


  • Regulamin

  • Polityka prywatności

  • Aktualności

  • Kontakt

    KONTAKT

  • COWZDROWIU.PL
  • Siedziba redakcji
  • 00-491 Warszawa
    ul. M. Konopnickiej 3 lokal 2

© 2020 Wykonanie Mirit.pl